Czy ratusz w końcu wywłaszczy niesławnych czyścicieli?

Dom przy Dahlberga 5 na Woli jest najlepiej udokumentowanym i najbardziej wyraźnym  w stolicy przykładem brutalnej finezji grupy czyścicieli. Czas odebrać im kamienicę.
Walka organizacji lokatorskich z czyścicielami kamienic w Polsce poszerzyła publiczną wiedzę co do repertuaru ich działań, wpłynęła na zaostrzenie prawa (nowy paragraf w kodeksie karnym) i powstrzymała ich przemoc w wielu wypadkach. Założyciele i najaktywniejsi działacze grup lokatorskich niejednokrotnie sami mierzyli się z czyścicielami niszczącymi ich życie i mieszkania. Jolanta Brzeska poniosła w tej walce z duetem Mossakowski-Massalski najwyższą cenę. Wraz z Brzeską, w ręce niesławnych handlarzy trafiła m.in. rodzina Janusza i Bożenny Baranków – w oporze wobec narastającego terroru Barankowie, Brzeska i inni lokatorzy założyli Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, które działa do tej pory w kamienicy przejętej oddolnie od innych czyścicieli, przy ul. Wilczej 30 (Syrena). Po niemal dziesięciu latach walki Janusz i Bożena Baranek, tak jak wcześniej Jolanta Brzeska, pozostali już jedynymi lokatorami w konsekwentnie dewastowanej kamienicy na Woli.
Dom przy Dahlberga 5 jest najlepiej udokumentowanym i najbardziej wyraźnym w stolicy przykładem brutalnej finezji grupy czyścicieli. Od zerwania umów na dostarczanie światła i wody na polecenie zarządcy domu Huberta Massalskiego (tj. firmy o wymownej nazwie „HUBA”), przez wynajmowanie drabów od cyklicznego straszenia lokatorów, zatykanie wentylacji skutkujące zaczadzeniem mieszkańców, wrzucanie na klatkę granatów dymnych, aż po zgromadzenie na strychu 30 metrów sześciennych ptasich zwłok i kału – cały ten okres nie odstraszył rodziny Baranków od walki z czyścicielami, choć skrócił życie najstarszego domownika, Czesława Baranka (ojca Janusza).  
Dotąd ratusz zaangażowany był w produkowanie tysięcy uzasadnień, czemu nie może pomóc lokatorom z Dahlberga, mało tego – choć po reprywatyzacji miasto wciąż posiada 1/3 kamienicy, to przez dziesięć lat samowolnie zrzekło się jakiegokolwiek wpływu na jej stan i jakichkolwiek zysków z jej wynajmu, pozostawiając swą część w rękach czyścicieli. Dzielnica, która chwali się partycypacją i budżetem obywatelskim, zarazem zapomina o tej jednej nieruchomości wartej więcej niż cały obywatelski budżet na wolski region Koła, gdzie rozgrywa się powyższy dramat.
Kolektyw Syrena i Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów od lat wskazywały, że ratusz ma pełną prawną możliwość walki z czyścicielami, których głównym narzędziem jest systematyczne utrudnianie życia lokatorom i niszczenie nieruchomości aż do stanu, gdy zagraża ona zdrowiu mieszkańców. Notorycznie pomijanym faktem, dotąd niestety także w mediach, jest to, że po reprywatyzacji miasto wciąż pozostaje właścicielem gruntu = nieruchomości, a z prywatnym podmiotem podpisuje umowę o użytkowanie wieczyste. Umowy te z zasady nakładają na nowych użytkowników obowiązek utrzymania budynku w dobrym stanie technicznym oraz używania go zgodnie z przeznaczeniem i z planem zagospodarowania przestrzennego. W innym wypadku, ratusz może zerwać umowę i cofnąć reprywatyzację. W istocie, władze Warszawy korzystały tego prawa, nigdy jednak wobec kamienicy mieszkalnej, choć w ten sposób mogły ocalić wiele z nich. Nie ma w tym mieście bardziej jaskrawego przykładu wywrócenia definicji 'domu’, niż niemal pusty, niszczony dom przy Dahlberga, o który walczą działacze lokatorscy, mimo utrudnień ze strony władz.
Oto jednak pierwszy raz po niemal dziesięciu latach gehenny, władze miasta zaczęły wysyłać sprzeczne względem siebie sygnały. Trzy tygodnie temu burmistrz Woli w kolejnym piśmie zwyczajowo wykluczył możliwość rozwiązania umowy z użytkownikami-czyścicielami. Zarazem przedwczoraj, w poniedziałek 13. grudnia, po naszych wystąpieniach na sesji rady dzielnicy dowiedzieliśmy się, że jest wręcz przeciwnie – ratusz rozpoczął pracę nad… cofnięciem reprywatyzacji Dahlberga 5. Mało tego, już wieczorem tego samego dnia burmistrz Woli zamieścił na facebooku krótką notkę pt. Na wniosek @MiejskaWola podjęto dziś decyzję o pracach nad rozwiązaniem użytkowania wieczystego Dalhberga 5. Dziękuję @hannagw i @WitoldPahl… Więcej! Burmistrz dodał, w komentarzu na facebooku, że pracował nad tym okrągły rok. Nie wiadomo jednak czemu zatem przemilczał tę nowinę w oficjalnym piśmie do lokatora sprzed dwudziestu dni, sugerując coś dokładnie przeciwnego.
Wewnętrznie sprzeczne działania władz sugerują jednak, że oto zaczął kruszyć się pewien mur, i w końcu nie jest to tylko mur domu na Dahlberga. Pojawia się, wciąż bardzo niejasna, wola korzystania z podstawowego narzędzia walki miasta z czyścicielami – zrywania umowy o użytkowanie wieczyste. Cofanie umów nie cofnie oczywiście dekady upokorzeń i nękania lokatorów, wielu nieprzespanych nocy oraz wielu straconych dni, spędzonych w szpitalach, sądach, itd. Na dziś trudno jednak nawet uwierzyć, że nowy gest ratusza wobec losu Dahlberga oznacza rzeczywisty zamiar wywłaszczania czyścicieli, a nie skończy się tylko na słabo uzasadnionym wniosku do sądu i serii pustych gestów, które mają jedynie zdyscyplinować prywatnych inwestorów do wyszukiwania bardziej cierpliwych i miękkich form pozbywania się mieszkańców. Po ponad trzech tysiącach oddanych nieruchomości i niemal równej liczbie opisanych dramatów lokatorskich w Warszawie powinniśmy oczekiwać od ratusza wielu precedensów w podobnych sprawach, dużo ostrzejszych zapisów w umowach o użytkowanie oraz jasnego określenia wypadków, gdy umowy z brutalnymi beneficjentami reprywatyzacji będą zrywane. Do dziś tego brakuje, należy zatem powiedzieć wprost: to ratusz tworzy reguły gry dla czyścicieli. 
Na teraz nie wiemy nawet jaki charakter mają ogłoszone enigmatycznie „podjęte prace” nad cofnięciem umowy o użytkowanie, na jakim są etapie, ani jakie realne kroki w tej sprawie planuje dzielnica bądź ratusz w najbliższym czasie. Jak zwykle los lokatorów władza rozstrzyga ponad ich głowami. 
W każdym wypadku, ratusz i czyściciele z Dahlberga mogą liczyć na jedno – organizacje lokatorskie nie mają najmniejszego zamiaru odpuścić walki o tę kamienicę. Spoczniemy dopiero, gdy wróci ona do majątku miejskiego, czyściciele winni jej stanu zostaną ukarani, a lokatorzy uzyskają stosowne odszkodowania za lata męki zafundowanej w procesie dziejowym reprywatyzacji.
Antoni Wiesztort, 
Kolektyw Syrena
15.12.2016Relacja z ostatniej sesji rady dzielnicy 13.12.2016: